25 marca 2011

74 / 365


Mam tyle pracy, że nie zauważyłabym (nie zauważyłam?) nadejścia wiosny. Dzisiejsze zdjęcie jest bardzo jesienne, bo po intensywnym tygodniu, zakończonym jeszcze bardziej intensywnym piątkiem, nie mam już po prostu siły na nic. Jedyne, co mam w planach, to zapaść w sen. 

Nawet się udało - po piątkowym szkoleniu spałam 12 godzin.

24 marca 2011

73 / 365


Dziś miałam jeden z tych dni, kiedy nie ma czasu nawet taczek załadować. Myślenie o zdjęciach znajdowało się na samym końcu listy do zrobienia, więc wracając do domu pstryknęłam tylko zachód słońca z okolicznego pagórka.
Poważnie rozważam stworzenie galerii z kiczowatymi (mniej lub bardziej) zachodami słońca. :)

23 marca 2011

72 / 365


Snuję się tymi samymi drogami po kilkanaście razy, niby cały czas powinnam widzieć to samo, ale wygląda na to, że za każdym razem ktoś coś tam podstępnie podrzuca. Dziś był to kawałek betonu z oczkami z metalowych prętów.

20 marca 2011

69 / 365


Zdjęcia z imprez obfitują w rozmaite perełki, acz z reguły nie nadające się do publikacji. Tym razem upolowany osobnik został uczciwie ostrzeżony (czyt. postraszony), że ta fotka idzie na bloga - i nie było to ostrzeżenie gołosłowne!

16 marca 2011

65 / 365


Ha. Wypróbowałam wtyczkę do prostowania perspektywy. Niezły bajer.

Trochę jeszcze możnaby popracować nad tym zdjęciem, ale zostało mi już tylko 7 prób w wersji trialowej, więc na razie poprzestanę na tym, co jest. Zaś wtyczka dołącza do listy zakupów zaplanowanych na chwilę, kiedy będę miała jakieś nadmiarowe ilości biletów Narodowego Banku Polskiego.

5 marca 2011

54 / 365


XS Party! Czerwone wino, piękne kobiety i dużo ciuchów!

Bardzo lubię pozyskiwać nowe ładne ubrania, ale ze szczerego serca nienawidzę łażenia po sklepach i przymierzania. Gdyby w sklepach było tak miło, jak u Luki, być może chodziłabym na zakupy częściej niż 2 razy w roku...

3 marca 2011

52 / 365


W Podziemiach Kamedulskich wspaniały koncert dała wybitna wokalistka jazzowa, Ewa Uryga. Koncert zwalał z nóg, głos pani Ewy porywał, a w dodatku można było robić zdjęcia. Czułam się jak pirania w stawie z karpiami. Innymi słowy: wpadłam w szał.

Potem rzecz jasna płakałam rzewnymi łzami, bo z tych 500 zdjęć trzeba było wybrać kilkanaście najbardziej "nadających się". Można je obejrzeć na flickrze.

1 marca 2011

50 /365


Zrobiłam dziś tonę ujęć oraz kilka fajnych zdjęć. Kilka słodkich jak cukierek i kilka naprawdę fajnych. Kręciłam zajadle kółeczkiem przeglądarki w aparacie, żeby na gorąco pokazać co lepsze ujęcia, gdy nagle wzrok mój padł na to i emocje mi skoczyły. I już wiedziałam, że pójdzie dziś na bloga.

To jedno z tych nieudanych z serii. Półmrok, więc parametry wyśrubowane nawet nieco ponad moje możliwości radzenia sobie z aparatem. Ania nagle podniosła głowę, wychodząc mi z kadru. Odrzut. A rezonuje we mnie jak kamerton.

Czy to tak właśnie działa? Z nagłych spojrzeń, nieoczekiwanych poruszeń, nieudanych ujęć - rodzi się prawda?

Nie wiem, czy to jest dobre zdjęcie. Dla mnie jest.


Ps. Zepsułam się - brzmię jak jakieś nastoletnie emo. Idę odszukać mój pion moralny.

Pps. W napadzie pracowitości dodałam opisy do niektórych wcześniejszych zdjęć. Zawsze to jakiś powód, żeby zaprosić Cię do ponownego ich obejrzenia, prawda?